Arktyczny Rekin, atomowa pięść Sowietów.

W połowie lat 70-tych ubiegłego wieku nastąpiło spotkanie przywódców CCCP i USA. Breżniew i Ford podpisali porozumienie SALT II, które ograniczało dalsze rozprzestrzenianie strategicznej broni nuklearnej. W tym samym czasie Stany zaczęły wdrażać nowe podwodne nosiciele rakiet balistycznych klasy „Ohio”. Przewodniczący Breżniew zastrzegł podczas spotkania, że skoro USA rozwija system Trident (przenoszony przez nowe boomery), Związek Sowiecki będzie zmuszony do wprowadzenia nowej generacji okrętów. Było to dość spore niedopowiedzenie, gdyż od 1972 roku, biuro konstrukcyjne Rubin, pod wodzą Siergieja Kowalowa rozpoczęło prace nad nowym super okrętem, oznaczonym jako Projekt 941. Początkowo planowano zbudować gigantyczną jednostkę o długości blisko ćwierć kilometra (dokładnie 235 metrów), lecz ze względu na niedostępność w Związku Radzieckim odpowiednio dużych suchych doków, zdecydowano się na całkowitą zmianę planów. Postanowiono wykorzystać pomysł Japończyków, który zastosowali w podwodnych lotniskowcach Sen – Toku, największych okrętach podwodnych o napędzie diesel – elektrycznym. Zaprojektowano okręt o porównywalnej długości jak amerykański „Ohio” (172 metry Projekt 941 do 170 metrów „Ohio”). Jednak, jak Amerykaniec miał szerokość (określaną jako „beam”) 11,7 metra, to sowiecki super okręt miał szerokość aż 23,2 metra! Czyli przy porównywalnej długości, Akula (z rosyjskiego Rekin – nazwa nadana przez pracowników biura Rubin nowemu „dziecku”) miała dwukrotnie większą wyporność i powierzchnię użytkowo – mieszkalną (48000 ton w wyporności w położeniu podwodnym).
 



                Jak już wspomniałem w bardzo ciekawy sposób rozwiązano konstrukcję okrętu. Dwa główne kadłuby sztywne ułożone obok siebie, nakryto trzecim, mieszczącym centralę okrętową, pomieszczenia sonaru, radaru, radia i centralę strzelania rakietowego. Kadłub centrali został przykryty potężnym kioskiem, który powinien teoretycznie przebić się przez pięciometrową warstwę lodu (umożliwiał to potężny, 48 procentowy zapas pływalności). Z przodu, pomiędzy kadłubami umieszczono kolejny, w którym znajdował się przedział torpedowy, kryjący sześć wyrzutni, magazyn torped i centralę sterowania strzelaniem torpedowym. Pod tym kadłubem umieszczono potężny przetwornik – antenę sonaru SKAT, mogącego w trybie pasywnym śledzić do 12 obiektów równocześnie, a w trybie aktywnym, nawet 25 naraz. Ostatni z kadłubów znajdował się na rufie i mieścił centralę sterowania reaktorami. Nad każdym z głównych kadłubów sztywnych, po obu stronach kiosku umieszczono kapsuły ratownicze, mogące pomieścić całą załogę. Okręt napędzały dwie siłownie nuklearne (po jednej na kadłub), z reaktorami OK-650, o mocy 380 MW każdy, te z kolei napędzały turbiny GT3A, z których moc była przekazywana na dwie, siedmiołopatowe śruby, umieszczone dla ochrony przed lodem w tytanowych osłonach. Zespół rufowy (napędowo – sterowniczy) zyskał przydomek „ogon bobra”. Również wszystkie, połączone ze sobą przejściami kadłuby zostały wykonane z tytanu. Przed kioskiem, pomiędzy kadłubami sztywnymi umieszczono 20 wyrzutni rakiet z głowicami nuklearnymi. Kadłub lekki (zewnętrzny), wykonano ze stali niskomagnetycznej i pokryto powłoką z gumowych płytek o grubości 10,16 centymetra, które w znaczący sposób wyciszyły okręt i zmniejszyły wykrywalność sonarem aktywnym o 25 – 50 %, w zależności od typu.
 
                Po raz pierwszy w Związku Radzieckim, tak wielki nacisk położono na wygodę załogi. 175 chłopa ma do dyspozycji wygodne kajuty. Oficerowie kajuty jedno i dwuosobowe, podoficerowie czteroosobowe, a marynarze maksymalnie sześcioosobowe. Po raz pierwszy, każdy matros ma własną koję i nie musi się kłaść, jak to ktoś, kiedyś obrazowo powiedział, w smrodzie kolegi. Dowódca, pierwszy oficer i politruk, maja swoje kabiny w kadłubie mieszczącym centralę. Do dyspozycji marynarzy dodatkowo były: dwie mesy załogi, mesa oficerska, dwie palarnie, sauna, basen, kino, sala gimnastyczna i sala rekreacyjna z ptaszarnią. Powiem szczerze, że takich luksusów nie mieli chłopcy na amerykańskich boomerach, zaś chłopaki, pływający na podwodniakach w czasie Drugiej Wojny Światowej, na widok tych zbytków, przewrócili by się w grobach...
                Osiągi tego olbrzyma są również imponujące. W zanurzeniu, może się rozpędzić do 27 węzłów, chociaż jego taktyczną prędkością jest 8 – 10 węzłów, wtedy jest praktycznie niesłyszalny (do dzisiaj jest to najcichsza radziecka / rosyjska jednostka podwodna!). Do dzisiaj nie podano oficjalnych danych o głębokości zanurzenia, ale przyjmuje się, że okręt jest w stanie zejść na 450 – 500 metrów, choć moim zdaniem, bardziej realne jest 350 – 400.
 
                Wybudowano sześć jednostek, z czego oficjalnie do dzisiaj pływa jedna („Dymitrij Donskoj”), która jest używana jako platforma testowa. Chodzą jednak słuchy, że na Pacyfiku, amerykańskie okręty klasy 688i oraz „Sea Wolf”, namierzyły drugi taki okręt. Niestety, są to informacje niepotwierdzone...

Tekst: Paweł Lex Lemański              
2020-12-04 18:04 typhoon, akula, okręt podwodny, Paweł Lemański

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.