Jeszcze o Caracalach

Mimo, że już upłynęło kilka lat od unieważnienia przetargu na śmigłowce EC725 Caracal, sprawa ta nadal budzi emocje, gdyż na chwilę obecną maszyny Mi-8/17 nie doczekały się następców. Zatem jak to było z przetargiem?

 

Na początek warto podać założenia jakie przyświecały wojsku przy rozpisaniu przetargu. Szukano maszyny, która zastąpiłaby radzieckie Mi-8 i Mi-17. Jednocześnie śmigłowce miały stanowić jedną platformę dla różnorodnych zastosowań we wszystkich rodzajach sił zbrojnych. Początkowo planowano kupno 70 śmigłowców ale ostatecznie, ze względu na cenę, zdecydowano się na 50 sztuk. Najwięcej, bo 16 zakupionych ma zostać odmian transportowo/wielozadaniowych, 13 śmigłowców Combat SAR, 5 ewakuacji medycznej oraz 8 do zwalczania okrętów. Warto dodać, że MON docelowo w dłuższej perspektywie czasu planowało nabyć aż 200 wiropłatów. Czy były to realne plany, to inna sprawa.

 

​Do przetargu przystąpiły firmy:

- Eurocopter z EC725 Caracal (obecnie jest to firma Airbus Helicopters ze śmigłowcem H225M – obie nazwy będą używane zamiennie)

- AgustaWestland z AW149

- Sikorsky z S-70 Black Hawk

 

Podczas procedury wyboru śmigłowca oferenci musieli spełnić szereg wymagać. W tym starciu najwięcej punktów zdobył Caracal, drugi był Black Hawk, trzeci AW149. Według dostępnych informacji ceny wszystkich produktów były na podobnym poziomie. Jak twierdzi Ministerstwo Obrony Narodowej, o przegranej produktu amerykańskiego zadecydował fakt, że oferta nie zawierała uzbrojenia ani systemów walki. Zatem w ostatecznym rozrachunku koszt zakupu tej maszyny byłby o wiele większy niż przedstawiony kosztorys. Włosi ponieśli porażkę, bo zdeklarowali, że pierwszy śmigłowiec dostarczą za 4 lata, a wojsko planuje odebranie pierwszego egzemplarza za 2 lata od podpisania umowy.

 

Po ogłoszeniu wyniku przetargu pojawiły się liczne głosy krytyki co do wyboru wojska. Jednym z argumentów ma być zakup przestarzałej konstrukcji. Faktyczne, protoplasta zwycięzcy, Aérospatiale Puma, został oblatany w 1968 roku. Ale trzeba pamiętać, że od tego czasu śmigłowiec przeszedł długą ewolucję i w chwili obecnej można mówić o nowej maszynie, która dziedziczy niewiele ze swojego poprzednika. Powyższe argumenty pasują również do Black Hawka, który wzbił się w powietrze po raz pierwszy w roku 1974. Koncepcyjnie jest rówieśnikiem Pumy. Jednak również stale modernizowany, przeszedł szereg głębokich zmian. Biorąc pod uwagę powyższe argumenty najlepszym wyborem wydaje się AW149. To nowoczesny śmigłowiec, który został skonstruowany przy wykorzystaniu najnowszych trendów w lotnictwie. Jednak i ta opcja nie jest pozbawiona wad: w chwili rozstrzygnięcie przetargu nie istniały żadne odmiany specjalistyczne. Ich opracowanie wiązałoby się z dużym ryzykiem opóźnień i nie dałoby gwarancji, że nowe odmiany spełniałyby wymagania. Przykładem może być kanadyjska marynarka, która zamówiła CH-148 Cyclone, morską odmianę Sikorsky S-92 specjalnie zaprojektowaną dla tego użytkownika. Producent mając problemy z dopracowaniem zamówionej wersji opóźnił dostawy o 6 lat a i tak końcowy produkt nadal nie spełnia wszystkich wymogów. Warto dodać, że w momencie rozstrzygnięcia przetargu na AW149 w wersji wojskowej nie było zamówień żadnej armii.

 

Spotkać można pogląd, że zamiast kupować helikoptery zagraniczne należało rozwijać polskiego Sokoła. Ale są to maszyny całkowicie różnej klasy wagowej i ich porównanie mija się z celem. SW-3 jest znacznie mniejszy. Polska Marynarka Wojenna używa Anakondy, modyfikacji morskiej Sokoła a jednocześnie nadal posiada wiekowe Mi-14, oparte konstrukcyjnie na Mi-8. Krajowy wyrób nie jest w stanie wypełnić wszystkich stawianych wymogów, gdyż ma zwyczajnie niższe osiągi.

 

Po ogłoszeniu przez Airbus Helicopters rozpoczęcia prac nad następcą obecnych śmigłowców, przez media przetoczyła się fala kolejnej krytyki, jakoby zaproponowano nam latający antyk. Faktem jest, że zbliża się rewolucja w lotnictwie. Wiropłaty przyszłości mają być skrzyżowaniem śmigłowca z samolotem, ale bez wad skomplikowanej konstrukcji klasy amerykańskiego V-22 Osprey. Jednak wprowadzenie następnej generacji wiropłatów nastąpi w perspektywie lat. Najpierw będą one dostępne rodzimym siłom zbrojnym. Eksportowe wersje powstaną może za 10 lat, co jest dosyć optymistycznym terminem, zakładając bardzo prawdopodobne opóźnienie, spowodowane problemami z dopracowaniem nowych technologii. Polsce potrzebne były maszyny dostępne niemal od ręki a oraz sprawdzone w warunkach polowych.

 

EC725 Caracal powstał na zlecenie wojsk francuskich, które potrzebowały nowego śmigłowca Combat SAR. Dostarczono ich 12 sztuk. To kolejny zarzut. Skoro są tak dobre jak twierdzi producent, to czemu Francja zamówiła ich tak mało? Jak już zostało wspomniane, są one w wersji ratownictwa bojowego. Ta odmiana statków powietrznych zawsze stanowi niewielką ilość w stosunku do całkowitej liczby maszyn danego państwa. Francja, dużo zamożniejszy kraj niż Polska, nie wymienia wszystkich śmigłowców, gdyż to jest nieopłacalne. Modernizuje starsze, również wiekowe Pumy (protoplasta Caracala). Warto zaznaczyć, że H225M został wybrany przez siły zbrojne Francji, Brazylii, Kazachstanu (gdzie powstanie montowania), Indonezji, Malezji, Tajlandii i Meksyku. Jest też przetestowany w warunkach bojowych w Afganistanie. Korea Południowa przy opracowaniu własnego śmigłowca KAI Surion współpracowała z firmą Eurocopter, a końcowy produkt wiele przejął z Super Pumy, poprzednika Caracala.

 

Niektórzy specjaliści od lotnictwa, często cytowani w mediach, wskazywali, że H225M nie podsiada tylnej rampy, co miało być poważnym mankamentem. Jednak żaden z oferowanych wiropłatów jej nie ma i w przypadku wyboru któregokolwiek z nich można było stawiać taki sam zarzut.

 

Zatem czy H225M nie ma wad? Jak najbardziej je posiada. Z całą pewnością jest najdroższy w eksploatacji z oferowanych w przetargu maszyn. Jest też największy, zatem stanowi łatwiejszy cel oraz będzie miał problem z dotarciem do miejsc, w których mogą operować mniejsi konkurencji. Ma też być najmniej odporny w przypadku uderzenia o ziemię oraz w przypadku wycieku oleju z przekładni może najkrócej przebywać w powietrzu. Jednak ostatnie przytoczone parametry w branżowej prasie są podawane dosyć rozbieżnie.

 

Mówiąc o wadach należy wrócić do początku artykułu: wojsko potrzebowało następców śmigłowców Mi-8/17. Słuszność użycia maszyn tej wielkości w rejonie walk jest przez część ekspertów poddawana wątpliwości. Bardziej celowe było by wykorzystywanie ciężkich maszyn na tyłach a w bezpośredniej bliskości linii frontu mniejszych i przy tym zwinniejszych. Jest to temat na oddzielny artykuł. Jednak w budżecie na najbliższe lata brak było (i nadal jest) pieniędzy na kupno wiropłatów klasy CH-47 Chinook . Zatem wybrany helikopter musiał stanowić kompromis między potrzebami a możliwościami finansowymi.

 

Przeciwnicy maszyny francuskiej powtarzali, że zwycięski produkt powinien być wytwarzany w polskiej fabryce. Ale warto zadać pytanie: jakie polskie fabryki śmigłowców mamy w kraju? Odpowiedź jest prosta: żadnej. PZL Świdnik jest własnością AgustaWestland a PZL Mielec jest własnością firmy Sikorsky. Oba przedsiębiorstwa, co zrozumiałe, kierują się własnym interesem, spychając na drugi plan interesy naszej armii. Zatem mówienie o polskich fabrykach jest sporym nadużyciem. Caracal miał być produkowany w Wojskowych Zakładach Lotniczych NR 1 SA w Łodzi. Airbus Helicopters jako jedyny był gotów wytwarzać śmigłowce w zakładzie pozostającym własnością państwa. Po przegranym przetargu PZL Mielec jak i PZL Świdnik zapowiedziały zwolnienia. Dziwi fakt, że groziły zwolnienia. Co więcej oba zakłady ponosiły koszty ich zatrudnienia i nagle, po porażce, specjaliści nie są już niezbędni. Takie działania nosiły znamiona szantażu polskiego rządu i mogły mieć na celu unieważnienie przetargu. Zakłady z Łodzi zapowiadały przyjęcie do pracy zwolnionych pracowników.

 

Warto tutaj zadać pytanie, które już pojawiło się w branżowych mediach: czy kupuje się śmigłowiec dla armii czy dla gospodarki? Niestety, te cele są rozbieżne.

 


 

Padały zarzuty, że przetarg mógł być ustawiony? Trzeba przyznać, że fakt szukania następcy Mi-8/17 stawiał H225M Caracala w uprzywilejowanej pozycji. Dysponuje on najlepszymi osiągami z oferentów pod względem zabieranego ładunku a co za tym idzie i żołnierzy. Z pełnym ekwipunkiem może ich przewieźć ich 20, włoski AW149 – 12, a Black Hawk – 11 (warto tutaj zauważyć, że wymienione maszyny zabierają odpowiednio większą ilość lekko uzbrojonych żołnierzy lub pasażerów bez sprzętu – dlatego w różnych publikacjach można spotkać rozbieżne wartości). Jednak nie można dopatrywać się tutaj faworyzowania konkretnego producenta. Wspomniany parametr był jednym z wielu ocenianych. Caracal najlepiej wpisywał się w potrzeby wojska. Firma Sikorsky ma w ofercie śmigłowiec większy, zabierający 20 w pełni wyposażonych żołnierzy. Jednak zadecydowano o wystawieniu do przetargu mniejszego Black Hawka. Oczywiście ryzyko nieprawidłowości istnieje zawsze, szczególnie przy tak dużym przetargu na śmigłowce wielozadaniowe. W ogólnie rozumianej branży wojskowej wręczanie korzyści majątkowych nie jest rzadkością. Warto tu wspomnieć anulowane przetargi dla armii indyjskiej z powodu korupcji. Nic nie wskazuje aby taka sytuacja miała miejsce w Polsce.

 

Ale czy Polska mogła wybrać lepszy produkt? Niestety, tak. Pierwotnie, po ogłoszeniu zamiaru wymiany floty wiropłatów, NHIndustries (konsorcjum firm Eurocopter, Agusta i Fokker) wystawił do przetargu NH90 a Sikorsky S-92. Prace nad obiema maszynami rozpoczęto w latach 90-tych XX w. Prototypy wzbiły się w powietrze odpowiednio w 1997 r. i 1998 r. Zatem to konstrukcje oferujące nowoczesne rozwiązania. Zabierają 19-20 żołnierzy czyli wpisują się w potrzeby naszej armii. Niestety w finalnej rozgrywce nie zostały zaoferowane. Najprawdopodobniej ze względu na ich wysoką cenę, nieakceptowaną dla naszej armii. Trzeba jednak przyznać, że NH90 wybrany przez 13 państw borykał się z wieloma problemami technicznymi a Sikorsky z S-92 nie radzi sobie z opracowaniem wersji zwalczania okrętów dla kanadyjskiej marynarki. To wskazuje jak wielkie ryzyko niesie ze sobą wybór nowego, niesprawdzonego śmigłowca.

 

Podsumowując:

- AW149 jest najnowocześniejszym z trójki oferentów. Został zaprojektowany z uwzględnieniem zmniejszonej widzialności dla radarów i systemów w podczernieni. W wersji wojskowej nie znalazł jeszcze nabywców ale odmiana cywilna AW189 została zamówiona przez 9 krajów. Wyprodukowano dotychczas ponad 20 egzemplarzy. To maszyna niesprawdzona, która nie posiada odmian potrzebnych naszemu wojsku. Producent zadeklarował, że dostawy mogą rozpocząć się za 4 lata. Biorąc pod uwagę trudności w opracowaniu wersji specjalistycznych, ten termin wydaje się mało prawdopodobny.

- Black Hawk to śmigłowiec, który brał udział we wszystkich amerykańskich interwencjach począwszy od lat 70-tych. Współczesne wersje to w zasadzie nowe konstrukcje, dziedziczące tylko niektóre rozwiązania protoplasty. Niestety oferta amerykańska nie zawierała uzbrojenia ani systemów walki. Ostateczny kosztorys wzrósłby znacząco względem ceny podanej w przetargu.

- H225M Caracal to rozwinięcie śmigłowców Puma/Super Puma. Konsekwentnie rozwijany oferuje wiele nowoczesnych rozwiązań. Istnieje we wszystkich potrzebnych naszej armii odmianach: transportowej, Combat SAR i morskiej. Helikopter brał udział w misji w Afganistanie i sprawdził się w warunkach bojowych. W postępowaniu przetargowym otrzymał najwięcej punktów wśród konkurentów.

 

Jak dziś wiemy, nie rozpisano kolejnego przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy. Kupiono 4 S-70i Black Hawk, przeznaczone dla Wojsk Specjalnych oraz 4 śmigłowce AW101 dla Marynarki Wojennej. Zatem teraz MON kupuje bez offsetu, drogo i w śladowych ilościach, niezabezpieczających potrzeby konkretnych rodzajów wojsk.  

Tekst oraz zdjęcie: Tomasz Hens


2020-11-15 10:10 caracal, przetarg, śmigłowiec, MON, EC725

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.